Doświadczanie sprzecznych uczuć wobec tej samej osoby, idei czy sytuacji jest wpisane w ludzką kondycję. Kochamy i jednocześnie czujemy złość, pragniemy bliskości i równocześnie boimy się jej, tęsknimy za zmianą, ale paraliżuje nas lęk przed nieznanym. Ten stan, w psychologii określany mianem ambiwalencji, często bywa mylony z niezdecydowaniem lub chwiejnością. W rzeczywistości jest to zjawisko o wiele głębsze, polegające na współistnieniu silnych, przeciwstawnych emocji, postaw lub pragnień. Zrozumienie jego natury pozwala nie tylko lepiej radzić sobie z wewnętrznym konfliktem, ale także postrzegać go jako nieodłączny element dojrzałego funkcjonowania psychicznego.
Korzenie konfliktu wewnętrznego: gdzie rodzi się ambiwalencja?
Zdolność do odczuwania ambiwalencji jest rozwojowym osiągnięciem. Małe dziecko, jak opisywała to psychoanalityczka Melanie Klein, postrzega świat w sposób rozszczepiony – matka jest albo wyłącznie „dobra” (gdy zaspokaja potrzeby), albo wyłącznie „zła” (gdy frustruje). Dopiero z czasem, w toku rozwoju, umysł zyskuje zdolność do integracji tych dwóch obrazów w jedną, spójną całość – obiektu, który może być jednocześnie źródłem gratyfikacji i frustracji. Ta integracja jest fundamentem zdolności do tworzenia realistycznych i trwałych relacji.
Z perspektywy neurobiologicznej ambiwalencja może być rozumiana jako rezultat jednoczesnej aktywacji różnych, a czasem przeciwstawnych sobie, systemów neuronalnych. Przykładowo, układ dążenia (związany z oczekiwaniem nagrody i pozytywnymi emocjami) oraz układ unikania (odpowiedzialny za reakcję na zagrożenie i negatywne emocje) mogą zostać pobudzone przez ten sam, złożony bodziec. Decyzja o podjęciu nowej, obiecującej pracy, która wiąże się jednak z przeprowadzką i opuszczeniem znajomego środowiska, jest doskonałym przykładem sytuacji aktywującej oba te systemy naraz, prowadząc do intensywnego konfliktu motywacyjnego.
Ambiwalencja w relacjach: kiedy bliskość jednocześnie boli i leczy
Nigdzie ambiwalencja nie przejawia się tak wyraźnie, jak w bliskich związkach. Relacje z partnerami, rodzicami czy dziećmi są z natury złożone i nasycone emocjami o różnym znaku. Możemy odczuwać głęboką miłość do partnera, a jednocześnie doświadczać intensywnej irytacji z powodu jego nawyków. Możemy kochać naszych starzejących się rodziców, a równocześnie czuć złość i obciążenie związane z koniecznością opieki nad nimi. Te mieszane uczucia nie świadczą o patologii relacji, lecz o jej głębi i realizmie.
Problem pojawia się, gdy ambiwalencja staje się dominującym i paraliżującym wzorcem, co często ma związek ze stylami przywiązania ukształtowanymi we wczesnym dzieciństwie. Osoby o lękowo-ambiwalentnym stylu przywiązania odczuwają chroniczny lęk przed odrzuceniem, a jednocześnie desperacko pragną bliskości. W dorosłych relacjach prowadzi to do cykli przybliżania się i oddalania, idealizowania i dewaluowania partnera, co jest źródłem cierpienia dla obu stron.
Kiedy ambiwalencja staje się problemem klinicznym?
Chociaż pewien poziom ambiwalencji jest normą, jej skrajne nasilenie może być sygnałem głębszych trudności psychicznych. Chroniczna, dręcząca niemożność dokonania wyboru, podejmowania decyzji czy określenia własnych uczuć może być jednym z objawów zaburzeń lękowych, depresji czy niektórych zaburzeń osobowości, zwłaszcza z pogranicza (borderline). W takich przypadkach ambiwalencja nie jest już motorem rozwoju, a hamulcem, który prowadzi do stagnacji, poczucia beznadziei i dezintegracji poczucia tożsamości. Paraliż decyzyjny (tzw. abulia) w sprawach zarówno błahych, jak i życiowo ważnych, staje się źródłem ogromnego stresu i znacząco obniża jakość życia.
Praca z ambiwalencją w procesie terapeutycznym
W gabinecie psychoterapeutycznym praca z ambiwalencją nie polega na jej eliminacji. Celem nie jest znalezienie prostej odpowiedzi na pytanie „kocham czy nienawidzę?”, ale raczej zbudowanie zdolności do tolerowania i pomieszczenia w sobie obu tych uczuć. Terapia staje się bezpieczną przestrzenią do eksploracji źródeł wewnętrznego konfliktu bez presji podejmowania natychmiastowych, radykalnych decyzji.
W zależności od nurtu terapeutycznego, praca może przebiegać różnie. Terapia poznawczo-behawioralna (CBT) uczy pacjenta identyfikować i kwestionować czarno-białe, dychotomiczne myślenie, które zaostrza konflikt. Podejście psychodynamiczne eksploruje się nieświadome fantazje, lęki i pragnienia leżące u podstaw ambiwalentnych uczuć, łącząc je z wczesnymi doświadczeniami relacyjnymi. Z kolei w terapii akceptacji i zaangażowania (ACT) kluczowe staje się świadome przyjęcie wewnętrznego konfliktu jako części doświadczenia i podejmowanie działań zgodnych z osobistymi wartościami, pomimo odczuwanej niepewności.
Ostatecznie, zdolność do tolerowania ambiwalencji jest miarą psychicznej dojrzałości. Oznacza akceptację faktu, że życie, ludzie i my sami jesteśmy skomplikowani, niejednoznaczni i pełni sprzeczności. Uznanie tej prawdy, choć bywa bolesne, jest krokiem w stronę głębszego, bardziej autentycznego rozumienia siebie i świata.

